poniedziałek, 27 maja 2013

Rozdział 2

Wyszedł, a ja wysuszyłam włosy i ubrałam się w sukienkę. Nie było mi dane spotkać się z nim, ponieważ uciekłam drugimi drzwiami. Poszłam w nasze ulubione miejsce, tu gdzie pierwszy raz pocałowaliśmy się. Miałam wtedy 10 lat. Zostaliśmy parą, a on obiecał , że będzie mnie bronił przed barbie i dresami. Życie wtedy wydawało się takie proste. Parą byliśmy przez tydzień, znudziło nam się. Zawsze chodziłam ubrana, jak chłopak, nawet włosy miałam krótkie. Jeździliśmy na rowerach, pływaliśmy w stawach. Nie było dnia, abyśmy byli rozłączeni. Kłótnie pojawiały się, ale po godzinie byliśmy pogodzeni. 
Moje rozmyślenia przerwał telefon. Dzwonił tata przypomnieć mi , że jest obiad. Ruszyłam w stronę domu. Rozglądałam się, aby mnie nie zobaczył. Wbiegłam szybko do niego i poszłam do kuchni. Tam nikogo nie zastałam i obiadu też nie? Poszłam na górę do swojego pokoju. Na moim łóżku siedział tata. 
- No hej. Gdzie ten obiad , bo jestem mega głodna. 
- Będzie za godzinę. Przepraszam, ale musiałem...
- Co musiałeś? - zapytałam , a z łazienki wyszedł ON. 
Automatycznie wstałam chcąc uciec, ale nie miałam jak. Mój własny ojciec mnie wystawił i jeszcze zostawił z NIM.
- Porozmawiajmy, proszę. - zjawił się nade mną. 
Miałam zamknięte oczy i tak bardzo bałam się je otworzyć. Czułam jego zapach, musiał stać blisko mnie. Cofnęłam się , ale wylądowałam na oknie. Poczułam jego dłoń na swoim policzku. Jego oddech docierał do mojego czoła , a po chwili do ucha.
- Otwórz oczy. - wyszeptał. 
Nie chciałam tego robić. Bałam się, że mu wybaczę. Jednak otworzyłam je. To było silniejsze ode mnie. 
Patrzyłam w niebieskie oczy bruneta. Były szczęśliwe i uśmiechnięte. Dopiero później zauważyłam, że jeste uwięziona, ponieważ dłońmi opierał się o okno. 
- Wyglądasz, jak nie Ty. Zmieniłaś się bardzo. Pięknie wyglądasz.
- Chciałeś porozmawiać. - olałam jego komentarze na temat mojego wyglądu. 
- No tak, nie widzieliśmy się 7 lat. Gdy przyjeżdżałem tu na krótki urlop nie widywałem Cię. Chciałbym odnowić naszą przyjaźń...
- CO?! Teraz sobie przypomniałeś?! Zostawiłeś mnie z tym wszystkim samą! Nawet nie wiesz ile mnie to kosztowało! Uciekłeś nawet nie żegnając się. 
- Dzwoniłem, ale mnie olałaś. - podniósł ton głos
- A myślałeś, że załatwisz to przez telefon?! Zmarnowałeś naszą przyjaźń, nasz związek. Przespałam się z Tobą, myśląc , że będziemy zawsze razem. A Ty co zrobiłeś? Zostawiłeś mnie i wyjechałeś. Myślałeś, że jak mnie zobaczysz pierwszy raz od 7 lat , to się na Ciebie rzucę i Ci wybaczę? 
- To nie tak, ja nie żałuję, że mój pierwszy raz był z Tobą. 
- Kurek, ile takich lasek zrobiłeś, gdy zachłysnąłeś się sławą?
- Przesadziłaś! - krzyknął i trzasnął drzwiami. 
Usiadłam w kącie i zaczęłam beczeć. Nadal czułam nienawiść. Jeszcze większą. 
Tak bardzo chciałam, aby mnie przytulił, usiadł koło mnie i nie opuszczał. Spojrzałam na ścianę ze zdjęciami. Czemu nie mogło być tak jak wtedy? Podeszłam do niej i odkleiłam zdjęcie. Zaczęłam czytać najlepsze zdarzenie, jakie mnie spotkało: Pokłóciliśmy się. Na przeprosiny, wrzucił mnie do stawu i zaczął podtapiać. Zaczęłam się krztusić. Bartek pod pretekstem udzielenia pierwszej pomocy , pocałował mnie.
Miałam wtedy 14 lat. Myślałam, że nadal coś do siebie czujemy. Znowu byliśmy parą przez rok.Wszystko skończyło się przez niego. 
W moim pokoju zjawił się tata.
- Obiad już jest. - zeszłam nie odzywając się do niego. 
Usiadłam przy stole, a dziadek podał mi talerz z zupą. 
- Kto Cię tak zdenerwował? - zapytał, a ja spojrzałam na ojca i dom Bartka. Nie musiałam nic mówić. Moje oczy mówiły same za siebie. Dziadek poklepał mnie po plecach i zaczął jeść. Również chwyciłam łyżkę i wzięłam się za konsumowanie. Po obiedzie wyszłam na podwórko i grałam w kosza. Kątem oka dostrzegłam całą rodzinę Kurków, idących do mojego domu. Tata Bartka pomachał mi ręką. Mój tata zaprosił ich na taras. Oczywiście musiał mnie zawołać. Moje miejsce przypadło na przeciwko Bartka. Koło mnie siedział jego młodszy brat - Kuba. 
- Ja też będę kiedyś koszykarzem. - mówił młody
- Kochanie wczoraj mówiłeś, że siatkarzem. - uśmiechnęła się jego mama patrząc na mnie.
- Zmieniłem zdanie. Zagramy? - zapytał, a ja skinęłam głową. 

Oczami Bartka: 

Byłem wściekły za to co powiedziała, ale nie potrafiłem się na nią długo gniewać. Złość przeszłą , gdy tylko ją ujrzałem. Ona w ogóle nie spoglądała na mnie. Bolało mnie to. Chciałem chociaż przez chwilę zobaczyć jej szczęśliwe oczy. Teraz oglądałem jej grę z moim bratem. Jej delikatne ruchy , sprawiały pobudzenie mojej wyobraźni. 
- Idź, zagraj z nimi. - przerwał mi ojciec Belli. 
Tak na nią mówiłem. Zawsze. Podniosłem się z miejsca i dołączyłem do nich. 
- Mogę zagrać? - zapytałem i czekałem na jej odpowiedź. Młody wyraził zgodę. 
- Jak musisz. - odpowiedziała, a ja uśmiechnąłem się. Nie było tak źle. Spodziewałem się wywaleniem mnie z podwórka. 
- Ja na was dwoje. - zaczęła się śmiać. 
- Nie, ja gram sama. - spojrzała na mnie wściekłym wzrokiem, ale byłem zadowolony, bo chociaż zerknęła. 
Podałem jej piłkę i zaczęła się gra. Ustawiłem się w obronie. Myślałem, że będzie chciała się popisać wsadem, ale rzuciła za 3 punkty.Wróciła na swoją połowę, a my z Kubą podawaliśmy do siebie. Nie brała go pod uwagę, osłoniła moje ciało. Kuba nie trafił do kosza, a ona zniknęła. Spojrzałem na kosz, a w tym samym momencie wykonywała wsad. Graliśmy jeszcze 30 minut, ale Kuba mi tylko zawadzał. Przegraliśmy. 
- Może zagramy bez Kuby? 
- Nie. Przegrałeś, pogódź się z tym. Idę się napić. Idziesz Kuba? - chwyciła go za rękę, a ja szedłem za nimi. 
Słyszałem , jak nasi rodzice śpiewali. Był alkohol = pijacki śpiew. Ona również chwyciła piwo i otworzyła je. Chciała nalać sobie do szklanki ze słomką. Wyrwałem jej butelkę. 
- Samemu się nie polewa. 
- Weź , odwal się ode mnie! - krzyknęła. 
- My idziemy do nas, a wy sobie pogadajcie. - zabrali tatę Belli i poszli. 
Niestety Kuba miał ważniejsze rozmowy z Izą. To jest mój brat, ale mnie denerwował wyjątkowo dzisiaj. 
Bella piła już 5 piwo.
- Może wystarczy? - wyrwałem jej szklankę , a ona fuknęła na mnie.
Nie mogła ustać na nogach.
- Bartek kiedy przyjedzie Natalia? 
- Jaka Natalia? - czyżby była zazdrosna? - pomyślałem. 
- Jego dziewczyna. Jest super. Taka jak Ty.
- Kuba idź do domu. Iza już idzie spać. Pożegnaj się. - przytulił ją i pobiegł w stronę domu. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do pokoju. Jej głowa była pochylona do tyłu. Nadal na mnie nie patrzyła. Odstawiłem ją na ziemie. 
- Iza, porozmawiajmy normalnie. 
- Rozmawialiśmy. Lepiej już idź , bo Natalia będzie zazdrosna.
- Co z tego?! Ja jej nie kocham. Na Tobie mi zależy i zawsze tak było. - przytuliłem ją do siebie, a ona nie protestowała. Nasze twarze zbliżały się do siebie. Lekko musnąłem jej usta, a w pokoju pojawił się Kuba.
- Bartek chodź już. - szybko cofnąłem głowę.
- Miałeś być już w domu. 
- Całowałeś Izkę.
- To tak po przyjacielsku. - próbowałem się ratować. Przecież to pepla i wszystko wygada. 
- To ja też tak chcę. 
- Ty nie jesteś jej przyjacielem, tylko znajomym. - złapałem go za rękę i pociągnąłem. 
Gdy dotarłem do domu , pobiegłem do okna i zerkałem na jej pokój. Doskonale wszystko widziałem. Po 20 minutach wyszła z łazienki. Zgasiła światło, a ja udałem się do swojego łóżka...

-------------------------------------------------------------------------------------

I jest 2 ! Trochę późno, ale spróbuję troszkę przyśpieszyć. Następny w czwartek, bądź piątek!
Zostawiajcie mi swoje adresy na blogi siatkarskie, bo uwielbiam je czytać! Dziękuję za komentarze! To motywuje! A rozdział z dedykiem dla Kingi, ponieważ do niej napisałam i telefon wpadł jej do wody , zalał się. ;)  Przepraszam za błędy.

sobota, 18 maja 2013

Rozdział 1

Podróż była męcząca. Na lotnisku czekała babcia z dziadkiem od mamy strony.Przywitałam się z nimi i wsiadłam na tył samochodu. Po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów, odczułam , że jestem w Polsce. W Wałbrzychu byliśmy po 1,5 godzinie. Było tak jak dawniej. Dom koloru żółtego, ogród pełen kolorowych kwiatów, huśtawka zrobiona przez dziadka. Zagwizdałam i zobaczyłam mojego psa-bernardyna. Przewrócił mnie i zaczął lizać po twarzy. Tata podniósł mnie i chwycił za rękę. Razem przekroczyliśmy próg domu. Tak długo nas tutaj nie było.Nic się nie zmieniło, meble i kolory te same. Odłączyłam się od taty i wbiegłam na górę. Szukałam swojego pokoju. Odnalazłam go i otworzyłam drzwi. Na ścianie wisiały zdjęcia, a pod nimi historie mojego życia. Czytając tą ścianę poznalibyście całe moje życie. Podeszłam do niej i oglądałam fotki. Wszystko pamiętałam. Miałam taką nadzieję, że tu wrócę i stworzę kolejną historię. Włączyłam komputer i drukowałam zdjęcia z USA. Wszystkie wydarzenia miałam opisane, pozostało tylko przepisać na ścianę i zakleić zdjęciem. I tak czyniłam. Gdy skończyłam dziadkowie zawołali mnie na kolację. Taty nie było. Wyszłam na taras, gdzie siedzieli rodzice JEGO. Tak, przyjaciela, który mnie zostawił. Chciałam się wycofać, ale zauważyli mnie.
- Ale wyrosłaś! Dawno Cię nie widziałem. Jak kolano?
- W końcu minęło 7 lat. Kolano? Goi się, ale już nie mogę grać. - odpowiedziałam i chciałam już iść, ale znowu mnie zatrzymał.
- Jutro przyjeżdża na jeden dzień. 
- Nie obchodzi mnie to. - skomentowałam i poszłam do kuchni zjeść kolację. 
Babcia ściskała mi dłoń.
- Myślałam, że już Cię nie zobaczę. Tęskniliśmy. 
- Ja też babciu. Nawet nie wiesz jak bardzo. - przytuliłam ją najmocniej, jak potrafiłam. 
Swój talerzyk umyłam i wyszłam się przewietrzyć. Wzięłam kudłatego na smycz i kierowałam się na cmentarz. Kupiłam kwiaty, żółte tulipany , bo takie uwielbiała i włożyłam je do wazony. Grób był zadbany, babunia troszczyła się o niego. Mały razy tutaj byłam, ale zawsze opowiadałam jej co dzieje się w moim życiu. Teraz też tak było.
- Witaj mamusiu. Obiecałam, że wrócę i jestem. Nawet nie wiesz , jak te 7 lat , ulotniło się. Na początku było ciężko, ale zatraciłam się w koszykówce. Przez ostatnie 2 lata grałam w reprezentacji. Nie było mi dane dłuższe szczęście. Ten niefart , spowodował zniszczenie mnie i całego życia. Odkąd odeszłaś przy normalnym życiu utrzymywała mnie koszykówka. A teraz? Teraz nic. Żuje z dnia na dzień, nic nie robiąc. Co mówisz mamusiu?? Zacząć rysować? Ale co? Ciebie już nie ma i  JEGO też. To wy byliście moimi modelami. Nie wiem, poszukam pracy? Nie będę wyciągała z konta, przecież ciężko na nie pracowałam. Teraz matulu idę, bo już ciemno i zmęczona jestem. Odwiedzę Cię w najbliższym czasie. - ucałowałam nagrobek i wracałam tą samą drogą. Nałożyłam słuchawki i puściłam piosenkę Christiny Aguilery - fighter. Uwielbiałam jej muzykę. Jej głos był mocny i wysoki. Odróżniał się od innych. Może ja kiedyś spróbuję śpiewać? 
W domu było ciemno. Wszyscy siedzieli na tarasie. Okazało się , że zrobili sobie grilla. 
- Może usiądziesz z nami?- zapytała JEGO mama
- Nie, dziękuję. Zmęczona jestem. Wezmę prysznic i położę się spać. - poszłam na górę i uczyniłam to co mówiłam. Usnąć nie mogłam. Mój pokój był nad tarasem i wszystko słyszałam. Obgadywali mnie, ale nie przejmowałam się tym. 
- Niespodzianka! - usłyszałam JEGO głos, który krzyczał do rodziców. 
Wstałam z łóżka i wyglądałam zza firanki. Wysoki, bardzo wysoki. Nie taki chudy , jak wcześniej. Uśmiechał się i witał. Spojrzał na moje okno. Odsunęłam się, ale i tak by mnie nie zauważył. 
- Iza przyleciała? - zapytał, a jego głos pozostawał w moich uszach. 
- Tak, ale już śpi.- odpowiedział mój ojciec. 
- Usiądź i opowiadaj, jak tam było? - zapytała moja babcia.
- Nawet dobrze, ale wolę Polskę i polskie dziewczyny. - zerknął do góry i patrzył przez dłuższą chwilę w moje okno. Moje serce zaczęło szybciej bić. Bałam się, że mnie nakryje. Odeszłam od okna i wsunęłam się do łóżka. JEGO głos sprawiał, że czułam się bezpieczna. To, dlatego szybciej usnęłam. 

Następny dzień: 

Popatrzyłam przez okno. JEGO były zasłonięte roletami. Ubrałam się i wybiegłam na podwórko. Mój tata już grał. Przyłączyłam się do niego i rywalizowaliśmy. Jak na 45latka , dobrze sobie radził, ale i tak wygrywałam.
- To jest foul! Nie możesz mnie obejmować. 
- To tak rodzinnie, to nie jest foul. 
- Ona ma racje. Cześć. - usłyszałam jego głos. Sparaliżował mnie. Nie odwróciłam się, tylko uciekłam do domu. Poszłam na górę pod prysznic.Wychodząc , zauważyłam, że siedzi u mnie w pokoju. 
- Chcę wyjść. 
- To wychodź. - mówił.
- Nie mam tutaj ciuchów, goła nie wyjdę. 
- Ok, to czekam pod koszem. Obiecaj , że przyjdziesz. 
- Obiecuje, a teraz idź sobie.
Wyszedł , a ja...


Jest pierwszy rozdział. Opornie mi to idzie. Miałam go dodać w czwartek, ale powiedzmy, że nie byłam w stanie. Kolejny, za tydzień? Może troszkę wcześniej.


wtorek, 7 maja 2013

Prolog

Od dziecka trenowałam koszykówkę. Była to moja, wielka pasja. Zaraził mnie nią ojciec, który przez dziadków , a swoich rodziców zaprzepaścił szansę bycia najlepszym zawodnikiem świata. Jest bardzo kochany i nie wtrąca się w moje plany przyszłościowe. W wieku 15 lat, zawalił się mój świat. Moja mama umarła, a mój przyjaciel z którym , przeżyłam wszystko , wyjechał grać w siatkówkę. Obiecaliśmy sobie, że nigdy się nie rozstaniemy, wyjdziemy razem trenować i grać. Jedno z nas złamało obietnice: ON. Wyjechał bez pożegnania i wyjaśnień. Mój tata źle, znosił śmierć mamy. Ja radziłam sobie lepiej. Po wszystkich złych wydarzeniach , opuściliśmy Polskę i udaliśmy się do USA. Zostałam zawodniczką Seattle Storm. W najważniejszym meczu zerwałam więzadło kolanowe i zakończyłam karierę koszykarki. Postanowiliśmy wrócić do Polski.


Jest prolog, niebawem pojawią się bohaterowie! :)
Pozdrawiam Tessa